Dziennik Wschodni 26.07.2005
"Droga żonglera"

Najgorsze były piłki tenisowe. Jak upadły, to turlały się po całym pokoju. I Mirek, zamiast zonglować, musiał sie za nimi uganiać. Ale to już przeszłość.

A było to tak: dawno dawno temu, kolega namówił go do żonglowania.
Postanowiłem sam spróbować. Żonglowanie wyglądało bardzo fajnie, stanowiło wyzwanie i zdawało się nieosiągalną sztuką - opowiada dziś Mirek, 27 letni psycholog po KUL.

Tydzień nad piłeczką
Najpierw trenował z jedną piłką. Potem z dwoma. Na początku były piłki tenisowe. - Za lekkie. jak upadały, to trzeba było biegać za nimi po całym mieszkaniu - mówi Mirek. Aż wreszcie udała się kaskada.
- Do dziś pamiętam tę radość - śmieje się nasz żongler. Kaskada to najprostszy trik z trzema piłkami, z których jedna cały czas jest w powietrzu.
- Myślałem, że wystarczy mi nauka kolejnych sztuczek z trzema piłkami: Over the top, Tennis, Reverse cascade.
Stało się inaczej. Prawdziwą skarbnicą żonglerskich sztuczek okazał się internet. Mirek przeszukiwał setki stron. Wybierał najciekawsze triki. Później najtrudniejsze triki. Próbował uczyć się z opisów. Odnajdywał klipy wideo. - Czasem nad jednym trikiem pracowałem dzień, czasem przez dwa tygodnie nie mogłem go rozgryźć - opowiada Mirek.

Psychologiczna żonglerka
Po kilku tygodniach treningów Mirek bez problemu chodził i rozmawiał jednocześnie żonglując. - Jason Garfield, (mistrz świata w żonglowaniu piłkami z 2004r. - red.) mówi, że żonglowanie to walka. Kule żądzą się zasadami grawitacji, a ty musisz je ujarzmić, narzucić im swoją wolę - mówi Mirek Urban. I była walka. Zniechęcenie też. Triki nie wychodziły, a Mirek rzucał piłki w kąt i przez cały tydzień nawet na nie nie patrzył. Ale później wracał. Po każdym opanowanym triku wzrastała jego pewność siebie. Zaczął żonglować z czterema piłkami, potem pięcioma. Teraz próbuje sześcioma. Okazało się, że za zabawą kryje się sposób na samodoskonalenie.
- To był przełomowy moment w moim życiu. Mówię o tym wszystkim i się tego nie wstydzę. Żongluję pięcioma piłkami, choć myślałem, że to nieosiągalne. Czułem olbrzymią satysfakcję. Postawiłem sobie cel i go osiągnąłem. Najważniejsza jest praca, upór, konsekwencja. Trzeba zdobyć się na pokonanie zniechęcenia, wymówek. Uwierzyć w siebie. Uczyć się na błędach, krok po kroku. To sprawdza się we wszelkich dziedzinach. Czy chcesz być sportowcem, muzykiem czy menadżerem - mówi Mirek Urban.

Piłeczki w IBM
Na tym nie koniec. Mirek - z wykształcenia psycholog - uczy żonglowania w szkołach i na kursach przyspieszonego uczenia.
- Żonglowanie pomaga w rozwijaniu twórczości, wyrabia pewność siebie u dzieciaków, kt. np. nie mogą grać w piłkę, pomaga aktywizować obie półkule mózgu, rozwija koordynację wzrokowo-ruchową, konieczną przy nauce czytania i pisania - wylicza Urban.
Tego typu zajęcia od lat są popularne w amerykańskich szkołach. Żonglowanie relaksuje od lat 80. pracowników wielkich firm, np. IBM czy Microsoft. Pomaga im wyznaczać cele, pokonywać wyzwania i rozwijać kreatywność. O zbawiennym wpływie na mózg podrzucania piłek Mirek Urban napisał do miesięcznika "Charaktery". I co? I teraz szkoli biznesmenów podczas warsztatów i szkoleń. Kończy pracę na podyplomowych studiach z doradztwa zawodowego. Temat: "Żonglowanie jako metoda wspierania rozwoju pracowników". 

Rafał Panas

 
supported by: bishop.pl
Sklep żonglerski