Dziennik Wschodni 04.02.2006
"Żonglowanie relaksuje, uspokaja i... leczy"

Podrzucanie piłeczek i maczug to nie tylko cyrkowe popisy. To również metoda lecznicza, która zwalcza stresy, pomaga w koncentracji, sprzyja rozwojowi mózgu i koordynacji ruchu.

Żonglerka to nie tylko relaks i wyśmienita zabawa, ale również metoda terapeutyczna - zapewnia Mirosław Urban psycholog, specjalista w zakresie rozwoju osobistego.
W Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii stosowana jest już wiele lat, w Polsce coraz częściej zalecana jest przez psychologów czy lekarzy przy wspomaganiu leczenia różnych zaburzeń. Żonglerkę wykorzystuje się w terapii, zwłaszcza dzieci. Służy między innymi rozwojowi refleksu, równowagi obu stron ciała, koordynacji wzrokowo - ruchowej, ale także rozwijaniu pewności siebie oraz przełamywaniu psychicznych barier. Badania pokazują, że przynosi pozytywne skutki jak metoda wspomagająca naukę czytania i pisania, a także przy zwalczaniu dysleksji i nadpobudliwości dziecięcej.

To skuteczna metoda leczenia i rozwoju, zarówno dla umysłu, jak i ciała. Jest przy tym przyjmowana z zadowoleniem przez młodych pacjentów.
- Dzieci chętnie uczestniczą w żonglowaniu, bo traktują to jako zabawę, a nie metodę leczniczą - mówi Urban. W związku z tym terapia jest dla nich miłym spędzaniem czasu, a nie przykrą koniecznością. To właśnie dlatego jest ona tak skuteczna. Mam już spore sukcesy. Dzięki żonglerce wielu moich podopiecznych zmieniło swoje zachowanie. Są spokojniejsi, potrafią lepiej współpracować i komunikować się z innymi, mają lepsze wyniki w nauce i są otwarci na inne, ciekawe rzeczy.

Żonglowanie jest dobre dla wszystkich, a więc i dla osób dorosłych. Żonglowanie uczy komunikacji z innymi, pracy zespołowej, wyznaczania celów i pokonywania wyzwań, a to podstawa sukcesu w życiu zawodowym. Żonglowanie to metafora, poprzez którą można umiejętnie motywować, integrować oraz twórczo rozwijać pracowników. Dlatego coraz częściej z moich usług korzystają pracownicy, managerowie i dyrektorzy firm - mówi Urban.

Czy żonglerka jest trudna? Nie - jak mówi Mirosław Urban. Przykładem na to jest on sam. Dawno temu, kolega namówił go do żonglowania.
- Postanowiłem spróbować. Żonglowanie dla wszystkich jest interesujące i tajemnicze. Dla mnie stanowiło wyzwanie i zdawało się nieosiągalną sztuką - wspomina. Zaczynałem od jednej piłki, później były dwie i następnie trzy. Innej drogi nie ma. Wszystko musi dziać się po kolei. Nie można przeskoczyć żadnego etapu nauki. Dlatego też żonglowanie jest wspaniałą metaforą uczenia się - mówi Mirosław.
- Z każdym dniem, z każdym kolejnym nauczonym trikiem moja pewność siebie rosła - mówi. Teraz, ucząc żonglowania innych staram się rozwijać w nich poczucie, że poprzez cierpliwość, pracę i upór w dążeniu do celu potrafią osiągać rzeczy niemożliwe. To naprawdę działa - twierdzi. Sprawdził to na sobie.

Po nauce żonglowania trzema piłami, nadszedł czas na cztery i pięć. Udało się. Teraz uczy się żonglować sześcioma. W planach jest siedem.
- Wiem, że mi się uda. Wierzę w siebie, nauczyłem się trików które wydawały się nie do opanowania. Kolejne piłki czy też kolejne triki to tylko kwestia czasu i cierpliwości - mówi. Mirosław Urban doszedł do takiej wprawy, że żonglowania uczy innych. Uczy i pokazuje jak piłeczki mogą leczyć i rozwijać, a żonglowanie, jak powtarza, nie jest wcale takie trudne. Większość osób zajmujących się tą dziedziną skupia się na podrzucaniu trzech rodzajów przedmiotów: chustek, piłek czy maczug. Rekordziści żonglują nawet 12 rekwizytami (!). Każdy jednak musi rozpocząć naukę od jednego elementu. Następnie, wszystko zależy od motywacji osób uczących się.
- Moim celem jest jak największa popularyzacja i rozwój żonglowania w Polsce. Dla coraz większej liczby osób, które uczę, żonglowanie nie jest tylko zainteresowaniem na miesiąc czy dwa. Dzięki temu jest nas w Polsce coraz więcej - mówi Urban.

Rozmawiał Marcin A. Nowak (rp)


"Żongluj, a uwierzysz w siebie" - rozmowa z Pawłem Fortuną, psychologiem pracującym w Katedrze Psychologii Eksperymentalnej KUL.

- Podrzucanie piłeczką może leczyć?
- Z dotychczasowych badań i doświadczeń wynika, że żonglowanie może skutecznie wspomagać leczenie. Dzięki niemu możemy się rozwijać wielu wymiarach jednocześnie. Żonglowanie przede wszystkim jest wspaniałą formą rozrywki, zaskakująco pomocną w różnych dziedzinach naszego życia.

- W czym może nam pomóc?
- Nie znam szybszej i skuteczniejszej techniki relaksu i antystresu. Ale ważniejsze jest to, że żonglowanie uczy koncentracji na wyniku, podzielności uwagi i pewności siebie. Już sama decyzja o nauce żonglowania jest testem naszej siły psychicznej. Żonglowanie jest zabawą nietypową i często kojarzy się wyłącznie z cyrkiem. Osoba, która weźmie do ręki trzy piłeczki i zacznie je podrzucać w gronie znajomych czy rodziny daje dowód na niezależność od opinii innych, nie zawsze przyjemnych uwag i często negatywnej postawy osób, które właśnie w tym momencie zrezygnowały z rozwoju. Żonglowanie pobudza motywację i wytrwałość w dążeniu do celu. To umiejętności bardzo przydatne w życiu zawodowym.

- Komu można polecić żonglowanie?
- Każdemu kto chce bardziej uwierzyć w siebie i we własne możliwości. Szczególnie polecam ten trening managerom, właścicielom firm czy osobom na kierowniczych stanowiskach. Im motywacja w dalszej pracy jest szczególnie potrzebna. Dotychczasowa praca z tymi ludźmi pokazała, że są oni bardzo otwarci na tego typu innowacje. Po prostu chcą się uczyć.

- A poza życiem zawodowym?
- Żonglowanie wykorzystuje się także w terapii dzieci. Ma istotny związek z rozwojem sfery spostrzegania i ruchu, pomaga w nauce pisania i czytania, pomaga zwalczać dysleksję. Pozwala uwierzyć, że wytrwałość w działaniu i nie załamywanie pod wpływem porażek prowadzi do sukcesu. Te rzeczy powinno wpajać się już od wczesnego dzieciństwa. Często powtarzam że nauka żonglowania to nie podrzucanie piłeczek, ale trening ich podnoszenie z podłogi.

- Każdy może nauczyć się żonglować?
- Tak. Zależy to tylko od przełamania ograniczających przekonań, które tak często każą nam być biernymi i ustawiają nas w roli obserwatorów dokonań innych ludzi. Jeśli to pokonamy potrzebujemy już tylko konsekwencji w nauce i trochę czasu w nią włożonego. Proszę mi wierzyć, wystarczy kilka minut dziennie. Reszta przyjdzie sama.

Rozmawiał Marcin A. Nowak (rp)

 
supported by: bishop.pl
Sklep żonglerski