"Nowe wymiary żonglowania cz.2”
Autor: Mirosław Urban
Kuglart (nr 2/2007)
„Berkowitz, patrzy na popłakującą dziewczynkę. Ma jej założyć szwy na nogę. Nagle mówi do niej: „zobacz to!”, a następnie bierze trzy rolki gazy i zaczyna żonglować: przed sobą, nad głową i za plecami. Dziewczynka zaczyna chichotać widząc bawiącego się doktora. Następnie dziecko bez narzekania pozwala zająć się szwami”.
To prawdziwa historia i prawdziwa osoba (Juggler's World: Vol. 39, No. 1). W niniejszym artykule, kontynuując temat rozpoczęty w poprzednim numerze, chciałbym przedstawić wam różne osoby, które wykorzystują żonglowanie i cyrk w rozmaity sposób oraz wskazać miejsca i sytuacje, które dają takie możliwości.
Terapia, zabawa, śmiech
Dr Barry Berkowitz z San Francisco, zaczął żonglować w roku 1978, gdy uczył się swojego fachu lekarskiego. Kiedy umiał już wiele, zaczął wprowadzać swoje umiejętności do pokoju przyjęć w szpitalu oraz dawać przedstawienia na oddziałach w szpitalach. Odkrył przy tym, że daje mu to duży odpoczynek i odstresowuje. „Żonglowanie uczy cię, jak nie zaprzątać sobie myśli niepotrzebnymi sprawami.” - mówi Berkowitz.
Pisarz Norman Cousin, napisał w 1979 r. książkę: „Anatomy of Illness” i opisał tam użycie humoru i zabawy jako broni w przezwyciężaniu chorób różnego rodzaju. Osobą, która wprowadza w życie te idee jest m.in. Carl Simonton, dyrektor The Simonton Cancer Center, pionier w dziedzinie badań nad stresem i rakiem. On także wykorzystuje żonglowanie w pracy z pacjentami. Dla niego jest to metoda, która pomaga pacjentom odwrócić uwagę od stresu i cierpienia. „Śmiech i zabawa przełamuje brak nadziei, a żonglowanie jest formą terapii zabawą. Moim celem jest dać ludziom poczucie radości, uśmiechu. Staram się robić dwie rzeczy: daję intelektualne i emocjonalne podstawy dla humoru i pozwalam ludziom zrozumieć, że mogą być radośni i weseli każdego dnia. Żonglowanie wywołuje twórcze spożytkowanie dobrej zabawy i czasu, daje na nowo możliwość odkrycia radości z zabawy i nauki, odkrycia sensu i wartości niecodziennych dokonań dla codziennych obowiązków" - mówi Simonton (w Polsce instytucją, która zajmuje się takimi działaniami jest m.in. Fundacja Dr Clown oraz inne pomniejsze grupy wolontariuszy, odwiedzające chorych w szpitalach, hospicjach, itp.).
Inną osobą, która wykorzystuje pedagogikę cyrku do działań terapeutycznych jest James Goldman, student z USA. Uczy on ludzi z uszkodzeniami mózgu żonglowania i pomaga im pokonywać fizyczne ograniczenia i przeszkody w nauce i praktykowaniu tej umiejętności. „Moja przeszłość jako żongler i moje zainteresowanie neurologią wystarczyło, aby lekarze pozwolili mi spróbować” – mówi. Od tego czasu, jeden dzień w tygodniu pracuje on jako „osobisty trener” pacjentów w Ray Hickok Center w Rochester. Niektórzy z nich są na wózkach inwalidzkich, niektórzy mogą używać tylko jednej ręki. Nieważne. James uczy ich takich rzeczy, które będą umieli wykonać pomimo swoich ograniczeń. Po pewnym czasie, jego determinacja wzrasta jeszcze bardziej - jego podopieczni zaczynają mieć lepszą koncentrację i giętkość myślenia, osiągają wysoki poziom motywacji, a poza tym widzą, że żonglowanie to wspaniała forma spędzania wolnego czasu.
Śmiały pomysł Jamesa może okazać się efektywny nie tylko z powodu zabawy, jaką daje żonglowanie, ale również ze stricte terapeutyczno-neurologicznego powodu. Dlaczego? Kierowany przez Bogdana Draganskiego zespół naukowców z uniwersytetu w Ratyzbonie przeprowadził eksperyment, którego rezultaty odbiły się echem w świecie neuronauki. Uczyli oni żonglować osoby, które nie miały wcześniej styczności z tą umiejętnością, a następnie za pomocą rezonansu magnetycznego systematycznie porównywali struktury mózgów osób z grupy żonglującej oraz grupy kontrolnej (nie żonglującej). Po trzech miesiącach zauważyli, że w mózgach osób żonglujących nastąpił przyrost tkanki mózgowej w obszarach, które specjalizują się między innymi w przetwarzaniu i magazynowaniu informacji o tym, jak zauważamy i przewidujemy ruch obiektów. Otrzymany wynik świadczy o tym, że rozwój mózgu jest dynamiczny i możliwy przez cały okres życia. Niektórzy naukowcy sugerują, że wyniki tych badań mogą pomóc wskazać drogę badań odnośnie terapii ludzi cierpiących z powodu uszkodzeń mózgu - na przykład może będzie możliwe zaprojektowanie programu ćwiczeń, które będą mogły zadziałać na pewne określone obszary mózgu, aby poprawiać ich działanie, pomóc w odbudowaniu połączeń w tych obszarach.
Zastanówmy się, jakie inne dziedziny czekają na żonglowanie i pedagogikę cyrku ze względu na zabawę oraz inne korzyści (patrz: Kuglart nr 1) wynikające z zastosowania tych ćwiczeń? Na przykład osoby w wieku emerytalnym ( Uniwersytety III Wieku), dla których byłoby to wspaniałą formą terapii ruchowej, zabawy i integracji. Inny pomysł to osoby niepełnosprawne, zarówno umysłowo jak i ruchowo lub w inny sposób dysfunkcjonalne – dla nich cyrk to wspaniały sposób na wolny czas, osiąganie widocznych sukcesów, zaprezentowanie się innym, współdziałanie i radość. A ośrodki czy świetlice socjoterapeutyczne, domy kultury, szkoły? Grupy cyrkowe w takich ośrodkach to zapewnienie dzieciom możliwości ciekawego sposobu spędzania wolnego czasu, pokonywania wyzwań, spotykania się i konstruktywnego spożytkowania czasu. To tylko kilka pomysłów? Kolejne? Dziesiątki lub setki.
Społeczność żonglerska
O coraz większej popularności żonglowania i cyrku może świadczyć fakt, że co roku na całym świecie odbywa się kilkadziesiąt mniejszych lub większych festiwali żonglerskich, na których fani tej sztuki mogą razem uczyć się i wymieniać doświadczenia. Od trzech lat odwiedzam European Juggling Convention (Europejski Festiwal Żonglerski, który co roku odbywa się w innym państwie). Każdego roku przyjeżdża na niego średnio około 4000 osób z całego świata. Co ciekawe, nie przybywają na nie tylko ludzie młodzi lub osoby, które zajmują się żonglowaniem i cyrkiem zawodowo. Przyjeżdżają osoby zainteresowane żonglowaniem i wszelakimi dziedzinami pokrewnymi - dla nich jest to po prostu sposób spędzenia wolnego czasu, nauczenia się nowych umiejętności, wymiany doświadczeń, zakupu nowych rekwizytów obejrzenia ciekawych przedstawień cyrkowych. Zauważyć można całe rodziny: od kilkuletnich dzieci, na dziadkach i babciach kończąc. Oznacza to, że żonglowanie przestało być tylko i wyłącznie domeną cyrkowców czy też wąskiej elity artystycznej, a zaczynają zajmować się nim osoby najróżniejszych profesji. Żonglowanie staje się sposobem spędzania wolnego czasu, hobby, ciekawym zajęciem, któremu warto poświęcić czas. Tak również zaczyna powoli dziać się w Polsce.
Na całym świecie istnieją stowarzyszenia żonglerskie, zarówno narodowe (np. Polskie Stowarzyszenie Żonglerskie, Swiss Juggling Association), jak i szersze (European Juggling Association, International Jugglers Association, Jewish Jugglers, Christian Jugglers Association, itp.). Oprócz tego, w miastach, w których mieszkają żonglerzy, powstają kluby żonglerskie. Jak funkcjonują takie kluby i jakie mają zadanie? Osoby z danego środowiska lokalnego lub miasta spotykają się w ciągu tygodnia o określonej porze w danym miejscu i o danym czasie i... żonglują - ćwiczą, uczą się od siebie, wymieniają się doświadczeniami. Następnie mogą tworzyć pokazy, występy, organizować festiwale, warsztaty oraz inne spotkania, włączając w żonglowanie coraz więcej osób. Do takich klubów może należeć każdy. Mogą to być uczniowie, studenci, pracownicy, całe rodziny. Kluby takie mogą działać również na uczelniach, w firmach, szpitalach, itp.
Najstarszym klubem żonglerskim, powstałym w 1970 roku jest Massachusetts Institute of Technology Juggling Club, skupiający studentów, wykładowców oraz inne osoby związane z MIT i żonglowaniem.
Pomyślmy, jak taki klub może oddziaływać na wieś, dzielnicę czy miasto w którym się znajduje: jak może animować działania, integrować i jednoczyć osoby, rodziny i grupy. Każdy kto uczy się i ćwiczy żonglowanie razem z innymi, doświadcza radości, otwartości i zabawy. Żonglowanie znosi podziały, hierarchię, niepewność, rozwija komunikację, partnerstwo i współdziałanie. Wspólne uczenie się, wymyślanie nowych trików, gry i zabawy z wykorzystaniem żonglowania, eksperymentowanie, wspólne występy przed innymi - to wszystko integruje grupę.
Rozwój osobisty
Żonglowanie staje się także coraz bardziej popularne wśród ludzi zainteresowanych rozwojem własnych potencjałów. Od początku lat 80. XX w., w USA uczą się go dzieci, nauczyciele, menedżerowie i pracownicy firm w ramach seminariów i warsztatów poświęconych rozwojowi osobistemu, zarządzaniu czasem czy realizacji projektów. W wielu instytucjach, takich jak Bell Labs, Microsoft, Apple Corporation czy Massachusetts Institute of Technology, tworzy się kluby żonglerskie. Po co? Komu i na co jest to potrzebne?
Od ponad trzech lat prowadzę warsztaty i szkolenia na których: a) uczę stricte żonglowania oraz innych umiejętności związanych z pedagogiką cyrku, b) włączam żonglowanie do szkoleń lub warsztatów psychologicznych, dotyczących szerokiej gamy tematów dotyczących rozwoju osobistego. Żonglowanie oraz inne zabawy cyrkowe zawsze są przyjmowane z wielkim entuzjazmem jako rodzaj ciekawej zabawy. Ze swojej strony, zawsze staram się przekazać coś więcej - pewną ideę żonglowania jako wieloaspektowej metafory życia, uczenia się, rozwoju, itp., której, każdy kto żongluje doświadczy prędzej czy później na sobie. Przyjrzyjcie się kilku ....
Po pierwsze, żonglowanie jest jednym z najlepszych sposobów równoczesnej i równomiernej aktywacji obu półkul mózgowych i aktywacji mózgu do innych aktywności. Nie zajmuje wiele czasu, nie wymaga wiele miejsca, i co ważne - jest to przyjemna zabawa. Badania dowodzą, że czynności fizyczne, wymagające aktywności mięśni, a szczególnie ruchy skoordynowane (takim jest m.in. żonglowanie) stymulują wytwarzanie neurotrofin - naturalnych substancji, które stymulują wzrost komórek nerwowych i wzrost liczby połączeń neuronalnych w mózgu! Dlaczego akurat żonglowanie, a nie na przykład koszykówka czy kopanie dołów? Ponieważ żonglowanie to ruchy naprzemienne rąk, które równomiernie (!) uaktywniają obie półkule. Ćwiczenia te działają na obie strony ciała i angażują skoordynowane ruchy obojga rąk i oczu. Poza tym, większość umiejętności, które posiadamy, są funkcjami obydwu półkul. Twórczość na przykład wymaga od półkuli lewej szczegółów, techniki, struktury i planowania, a od półkuli prawej płynności, emocji, intuicji i kreatywności. Podobnie z opanowaniem języka - potrzebujemy zarazem słów, struktury zdań, składni, jak i rozumienia znaczenia języka, rytmu, dialektu. Tylko dobra integracja półkul mózgowych daje nam oczekiwany rezultat, którym jest efektywne funkcjonowanie naszego umysłu. Kiedy obie strony ciała są używane w równym stopniu, w pełni rozwija się spoidło wielkie mózgu. Działa ono jak "autostrada" umożliwiająca zintegrowane myślenie poprzez łączenie informacji z obu półkul, przekazując ponad biliony wiadomości na sekundę!
Nauka żonglowania to metafora uczenia się. Potwierdzają to także autorytety w tej dziedzinie: Michael Gelb i Tony Buzan. Podkreślają oni, że, że wiedza na temat tego, jak się uczyć jest najważniejszą umiejętnością w życiu, a sposób, w jaki uczymy się żonglować i w jaki ćwiczymy tę umiejętność, możemy zastosować do nabywania innych umiejętności.
Soichiro Honda, twórca Honda Motors twierdzi, że za jego sukces odpowiada jego wysoka tolerancja na porażkę, a sukces może być jedynie osiągnięty poprzez powtarzające się porażki i retrospekcję. To nauka poprzez zauważanie naszych błędów. Nie nauczymy się żonglować, jeśli nie pozwolimy sobie na porażki przy uczenia się każdego z triku i jeśli nie będziemy zauważać naszych błędów i ich poprawiać. Każda kolejna próba danego triku to trening analizy problemu i samodzielnej korekty nieefektywnego sposobu działania.
Żonglowanie to metafora życia i pracy nad problemami – twierdzi z kolei Ronald Graham, światowej sławy matematyk, były dyrektor naukowy laboratoriów AT&T, były prezes International Juggling Assosciation, (żonglujący aż 7 piłkami). Jego zdaniem, sposobem rozwiązania każdego złożonego problemu - czy będą to teorie matematyczne czy nowy trik żonglerski - jest rozłożenie go na najmniejsze składniki. Następnym krokiem jest poznanie każdego z tych składników, zapoznanie się nimi i zrozumienie sposobu, w jaki współdziałają ze sobą. Tak właśnie działa uczenie się nowych trików, które możemy opanować, kiedy zaczniemy od uczenia się drobnych elementów, a następnie, krok po kroku łącząc je.
A czy zauważamy nasze małe sukcesy, nasze drobne kroki, czy koncentrujemy się jedynie na dalekosiężnym celu, który ma być spektakularnym sukcesem? Nauczmy się zauważać i cieszyć się z każdego, nawet małego sukcesu, ponieważ bez tego będzie nam trudno zauważać nasze postępy. Czym jest mały sukces? To odpowiednia siła, celność czy czas wyrzutu piłek. To korekta ułożenia dłoni, skrętu nadgarstka, postawy ciała. To każda najmniejsza oznaka postępu odnośnie danej trudności. Pamiętajmy, że tylko idąc drogą osiągania drobnych sukcesów, możemy opanować trudne i robiące wrażenie na innych umiejętności. Za każdym razem, kiedy dokonamy czegoś nowego, kiedy ulepszymy kolejne elementy w naszym działaniu, nasza pewność siebie będzie rosła, inspirując nas do kolejnych wyzwań.
Żonglowanie oraz praca z innymi rekwizytami cyrkowymi to praca ze sobą - z własnym strachem, porażkami, problemami, nowymi wyzwaniami. Za każdy sukces otrzymujemy największą nagrodę – wewnętrzną satysfakcję. Ucząc się żonglowania, które w opinii wielu osób jest umiejętnością niemożliwą do opanowania, doświadczamy tego, że posiadamy potencjał, o którym dotąd nie wiedzieliśmy. Niemożliwe staje się możliwe.
A inne wyzwania, plany, marzenia? Może także boimy się spróbować, ponieważ nie wierzymy w siebie?
Niniejszy artykuł to tylko zarys możliwości, jakie daje żonglowanie i pedagogika cyrku odnośnie terapii, animacji środowisk, jak również pracy nad sobą. Z własnego doświadczenia wiem, że żonglowanie wpływa na ludzi i zmienia ich myślenie w mniejszym lub większym stopniu. Dla mnie momentem przełomowym było nauczenie się żonglowania pięcioma piłkami, a tak naprawdę moment, w którym zdołałem utrzymać je w powietrzu przez kilka sekund. Pracowałem nad tym długo, cierpliwie znosząc niepowodzenia, ale widziałem że tydzień po tygodniu, powoli idę naprzód. Kiedy pięć piłek zawisło w powietrzu zrozumiałem że nie ma rzeczy niemożliwych. To tylko kwestia pracy, czasu, cierpliwości, uporu i pozbycia się myśli, które blokują nas względem nowych wyzwań. Spróbujcie, a sami zobaczycie. Zacznijcie od trzech piłek. Powodzenia.

